Obserwacje UFO — miejsca mistyczne na mapie
Miejsca, w których ktoś spojrzał w górę, zobaczył coś, czego nie umiał nazwać, i opowiedział o tym policjantowi, gazecie albo lotnictwu. Jedne to pojedyncza noc z numerem akt i setką świadków, inne to miasteczka zgłaszające światła tak długo, że sprzedają już z nimi pocztówki. Łączy je to, że raport istnieje i da się go przeczytać — a to nie to samo, co istnienie tego czegoś na niebie.
108 miejsc
Piedmont i Zima Świateł
Przez zimę 1973 roku to miasteczko w regionie Ozarks żyło doniesieniami o światłach: widział je autobus szkolnej drużyny koszykowej, szeryf, rolnicy oraz pilot na lokalnym lądowisku. Wisiały nad jeziorem Clearwater, przemieszczały się nisko wzdłuż dróg i – według kilku relacji – powodowały gaszenie reflektorów w samochodach.
Wanaque i światła nad zbiornikiem
Przez całą zimę 1966 roku nad zbiornikiem wodnym Wanaque w New Jersey przez wiele tygodni widziano jasny obiekt, zawieszony nad lodem. Wśród świadków znaleźli się burmistrz, szef policji, pracownicy pełniący służbę przy tamie oraz dziesiątki mieszkańców; w niektóre noce zgłoszenia napływały z kilku punktów brzegu jednocześnie. Pracownicy obsługujący tamę twierdzili, że wiązka światła z obiektu wytopiła dziurę w lodzie. Nie dało się tego sprawdzić – do wiosny lód zniknął. Fala powróciła w 1967 roku. Ani Siły Powietrzne, ani policja nie znalazły wyjaśnienia, a Wanaque funkcjonuje w literaturze jako rzadki przypadek, którego głównymi świadkami byli pełniący obowiązki urzędnicy miejscy.
Delphos i świecący pierścień
Wieczorem 2 listopada 1971 roku szesnastoletni Ron Johnson wypasał owce na farmie niedaleko tego miasteczka w Kansas, gdy – jak twierdził – świecący obiekt na trzech nogach stał dwadzieścia metrów dalej, a potem uniósł się z hukiem. Jego rodzice, wybiegając na jego krzyk, znaleźli na ziemi świecący pierścień o średnicy około dwóch i pół metra. Pierścień został sfotografowany. Gleba w jego wnętrzu odpychała wodę jeszcze przez wiele miesięcy, a analiza laboratoryjna wykazała nietypową zawartość substancji organicznych; botanicy sugerowali krąg grzybowy – ale krąg grzybowy nie świeci i nie pojawia się w minutę. Ta sprawa pozostaje jedną z nielicznych w tej dziedzinie, w której spór nie dotyczy samej opowieści, lecz analizy gleby.
Portage County i pościg radiowozem
Wczesnym rankiem 17 kwietnia 1966 roku dwaj deputowani z Portage County zatrzymali się obok porzuconego samochodu na poboczu i obserwowali, jak jasny obiekt wzbija się zza drzew. Zawisł nad nimi, po czym ruszył na wschód — a oni ruszyli w pogoń. Pościg trwał osiemdziesiąt sześć mil, przekraczając granicę stanu w Pensylwanii, przy prędkościach dochodzących do stu trzydziestu mil na godzinę; inne posterunki dołączyły przez radio, a co najmniej dwóch kolejnych funkcjonariuszy widziało ten obiekt na własne oczy. Siły Powietrzne ogłosiły, że funkcjonariusze ścigali najpierw satelitę, a potem Wenus. Szef policji jednego z miast, który również to widział, odpowiedział publicznie, że wie, jak wygląda Wenus.
Kinross i samolot, który wpadł do jeziora
23 listopada 1953 roku z tej michańskiej bazy wysłano myśliwiec przechwytujący F-89 po wykryciu niezidentyfikowanego echa radarowego nad jeziorem Górskim. Radar śledził oba obiekty, które zbliżyły się do siebie i połączyły w jeden. Następnie pojedyncze echo zniknęło, a samolot z porucznikiem Feliksem Monclą i porucznikiem Robertem Wilsonem na pokładzie nie powrócił. Poszukiwania nie przyniosły odnalezienia ani wraków, ani ciał. Siły Powietrzne stwierdziły później, że celem był kanadyjski samolot transportowy; Kanada odpowiedziała, że nie miała w tym rejonie żadnych maszyn. W 2006 roku prywatna ekspedycja ogłosiła, że na dnie odnaleziono nienaruszony samolot F-89; fotografie okazały się jednak fałszywe, do czego przyznali się organizatorzy. Miejsce katastrofy nadal nie zostało odnalezione.
Franconia Notch i zaginione godziny Państwa Hill
W nocy z 19 na 20 września 1961 roku Barney i Betty Hill wracali samochodem do domu z Kanady trasą nr 3 przez tę przełęcz w górach White Mountains. Według ich relacji jasne światło śledziło pojazd; Barney zatrzymał się, spojrzał przez lornetkę i odjechał w panice. Dotarli do domu dwie godziny później, niż powinni, i nie potrafili wyjaśnić, co stało się w tym czasie. Dwa lata później, pod hipnozą, oboje opisali, że zostali zabrani na pokład i poddani badaniom. Zapisy tych sesji stały się książką, a poprzez nią dały początek całemu późniejszemu gatunkowi opowieści o porwaniach: przed Państwem Hill taka historia w tej dziedzinie nie istniała. Przy autostradzie stoi historyczny znak stanu New Hampshire – to rzadkość w przypadku wydarzenia tego rodzaju.
Montgomery i spotkanie Chilesa-Whitteda
W nocy 24 lipca 1948 roku załoga samolotu DC-3 linii Eastern Air Lines znajdowała się nad Alabama. Kapitan Clarence Chiles i drugi pilot John Whitted zobaczyli lecący w ich stronę obiekt w kształcie cygara z dwoma rzędami świecących okien i ognistym wkopem; obiekt minął ich i wzniósł się gwałtownie. Obaj mężczyźni ostro przechylili maszynę, aby go uniknąć. Jeden z pasażerów potwierdził rozbłysk światła. Tej samej nocy na ziemi zgłoszono podobny obiekt nad bazą Robins Field w Georgii. Nowożytne wyjaśnienie mówi o dużej kuli ognistej, z których kilka przeszło nad południowo-wschodnimi stanami w tamtych tygodniach. Rząd okien pozostaje szczegółem, który kula ognista wyjaśnia najmniej przekonująco.
Fargo i pojedynki powietrzne Gormana
Wieczorem 1 października 1948 roku porucznik George Gorman z Gwardii Narodowej podchodził do lądowania w Fargo, gdy zauważył obok siebie szybki punkt świetlny — bez kadłuba, bez świateł pozycyjnych. Przez następne dwadzieścia siedem minut próbował go dogonić: obiekt uciekał, leciał na czołowe zderzenie i wznosił się bardziej stromo, niż potrafił to jego myśliwiec.
Fort Knox i śmierć kapitana Mantella
7 stycznia 1948 roku nad Kentucky zgłoszono pojawienie się dużego, jasnego obiektu, w związku z czym w wair wzleciała para myśliwców. Kapitan Thomas Mantell ruszył za nim w pogoń, zameldował przez radio, że widzi coś „metalowego i ogromnych rozmiarów” i kontynuował wznoszenie bez maski tlenowej. Jego samolot rozbił się na południe od Franklin, a Mantell zginął. Wojsko najpierw wskazało Wenus. Później ustalono, że obiektem tym był tajny, wysokogórski balon projektu Skyhook, o którym piloci nie mogli wiedzieć: z ziemi taki balon wygląda dokładnie tak, jak opisał go Mantell. Jest to pierwsza śmierć związana z pościgiem za niezidentyfikowanym obiektem, która nadała ton tej tematyce na wiele lat.
Tremonton i film Newhouse'a
2 lipca 1952 roku chorąży marynarki wojennej Delbert Newhouse jechał z rodziną przez Utah, gdy zatrzymał się i sfilmował kilkanaście jasnych obiektów poruszających się chaotycznie wysoko na niebie. Newhouse był fotografem marynarki z tysiącami godzin spędzonych za aparatem, co właśnie stanowiło o wadze tego nagrania.
Great Falls i film Mariana
15 sierpnia 1950 roku Nick Mariana, który zarządzał lokalną drużyną baseballową, dostrzegł wraz ze swoją sekretarką dwa jasne obiekty nad stadionem i nagrał je na taśmie 16 mm. Szesnaście sekund, które nakręcił, należy do pierwszych w historii ruchomych obrazów tego zjawiska. Siły Powietrzne przypisały nagranie światłu słonecznemu odbijającemu się od dwóch myśliwców F-94, które przelatywały nad miastem mniej więcej w tym czasie. Mariana odparł, że widział samoloty osobno i później, oraz twierdził, że pierwsze klatki – na których obiekty były większe – zaginęły, gdy film wrócił od wojska. Film przetrwał i do dziś obie strony sporu analizują go klatka po klatce.
McMinnville i fotografie Trenta
11 maja 1950 roku Evelyn Trent wyszła nakarmić króliki na farmie niedaleko tego oregońskiego miasteczka i ujrzała metaliczny dysk lecący powoli nad polem. Zawołała męża, któremu udało się zrobić dwa zdjęcia, zanim obiekt odleciał na zachód. Państwo Trent nie próbowali na tym zarobić: dokończyli film, zostawili go w lokalnej aptece, a zdjęcia trafiły do gazety za sprawą znajomego bankiera. O kadrach tych spiera się od dziesięcioleci – analiza przeprowadzona w 1969 roku na rzecz Komitetu Condona nie wykazała śladów zawieszenia ani fotomontażu, podczas gdy późniejsze prace wskazują na możliwy model zawieszony na drucie pod liniami wysokiego napięcia. Pozostają one dwoma najsłynniejszymi fotografiami w tej dziedzinie, a spór wciąż trwa.
Wyspa Maury i pierwsze oszustwo
W czerwcu 1947 roku, kilka dni przed lotem Kennetha Arnolda, funkcjonariusz straży przybrzeżnej Harold Dahl twierdził, że sześć obiektów w kształcie pączków nad tą wyspą w Puget Sound upuściło masę gorącego żużla, zabijając jego psa i raniąc syna. Opisał także człowieka w czerni, który radził mu, żeby nic nie mówił. Arnolda zatrudniono do zbadania sprawy; dwóch oficerów Sił Powietrznych zebrało próbki żużla i zginęło, gdy ich bombowiec rozbił się w drodze powrotnej. Historia zyskała opinię pierwszej mrocznej opowieści w tej dziedzinie. Kilka tygodni później Dahl i jego wspólnik przyznali się przed FBI, że wymyślili wszystko, aby sprzedać artykuł do magazynu, a żużel był zwykłym odpadem hutniczym. To przyznanie się do winy jest znacznie mniej znane niż sama historia.
Rainier i dziewięć obiektów Kennetha Arnolda
24 czerwca 1947 roku biznesmen i pilot Kenneth Arnold leciał wzdłuż pasma Cascade Range, gdy zauważył dziewięć obiektów ułożonych w szereg w pobliżu zbocza góry Rainier, poruszających się z ogromną prędkością. Po wylądowaniu opisał ich ruch reporterowi: jak spodek puszczony „kaczką” po wodzie. Gazeta skróciła to do „latających spodeczków” i to określenie funkcjonuje od tamtej pory. Sam Arnold upierał się, że obiekty nie były okrągłe, lecz miały kształt sierpa, a prasa opisała ruch, a nie kształt. Nikt nie usłyszał tego sprostowania. Obserwacja ta jest powszechnie uważana za początek całego współczesnego zjawiska: przed nią doniesienia o dziwnych rzeczach na niebie zdarzały się sporadycznie, po niej zaś napłynęły falą.
Snowflake i pięć dni Travisa Waltona
5 listopada 1975 roku ekipa drwali wracała samochodem z wycinki w górach Arizony, gdy – zgodnie z relacją każdego z mężczyzn – nad drogą pojawił się świecący dysk. Dwudziestodwójletni Travis Walton wysiadł i ruszył w jego stronę; błysk odrzucił go do tyłu, a pozostali uciekli. Poszukiwania trwały ponad pięć dni, na ziemi i w powietrzu. Sześciu świadków poddano badaniom wariograficznym – pięciu przeszło je wyraźnie pomyślnie, wynik jednego był niejednoznaczny. Po pięciu dniach Walton zadzwonił z budki telefonicznej w pobliskim miasteczku, wyczerpany, i opisał, że obudził się na stole pośród postaci o ogromnych oczach. Sceptycy zauważają, że ekipa miała opóźnienia w realizacji kontraktu i uniknęła kary. Walton i jego współtowarzysze trzymają się tej wersji od pół wieku.
Pascagoula i dwóch mężczyzn na deptaku
Wieczorem 11 października 1973 roku Charles Hickson i Calvin Parker łowili ryby z nieużąwanego pomostu nad rzeką Pascagoula. Według ich relacji w pobliżu wylądował owalny, świecący obiekt, wyszły z niego trzy postacie z pazurami zamiast dłoni, podniosły ich obu i zaniosły do środka; jakiś czas później ocknęli się na pomoście. Mężczyźni sami pojechali do biura szeryfa. Tam zostawiono ich samych w pokoju z ukrytym magnetofonem – był to podstęp mający na celu wykrycie wspólników. Na nagraniu rozmawiali ze sobą dokładnie tak samo jak wcześniej z śledczymi, a Parker się modlił. Hickson powtarzał tę relację aż do swojej śmierci w 2011 roku. Parker milczał przez prawie czterdzieści lat i przemówił dopiero w 2018 roku.
Exeter i światła nad Kensington Road
W nocy 3 września 1965 roku osiemnastoletni Norman Muscarello szedł wzdłuż Route 150 na obrzeżach Exeter, gdy – jak twierdził – nad pole nadeszł wielki, ciemny obiekt z rzędem jasnoczerwonych świateł pulsujących w określonej kolejności. Uciekł na posterunek policji; funkcjonariusz Eugene Bertrand pojechał tam z nim i zobaczył to samo, podobnie jak funkcjonariusz David Hunt, który przybył później. Siły Powietrzne początkowo przypisały to ćwiczeniom Dowownictwa Lotnictwa Strategicznego, które zakończyły się godzinę przed obserwowacjami. Sprawa pozostała w aktach Projektu Blue Book jako niewyjaśniona. Exeter jest z tym obeznane: od lat 2010. miasteczko organizuje letni festiwal w rocznicę tego wydarzenia, a dochód z niego trafia do straży pożarnej.
Socorro i lądowanie Lonniego Zamory
24 kwietnia 1964 roku policjant Lonnie Zamora ścigał kierowcę przekraczającego prędkość na południe od Socorro, gdy usłyszał huk i ujrzał płomienie za wzgórzem. Podjeżdżając bliżej, dostrzegł biały obiekt wsparty na nogach w suchym korycie potoku, kształtem przypominający postawione pionowo jajo, obok którego znajdowały się dwie małe postacie w bieli. Następnie rozległ się ryk, a obiekt uniósł się i odleciał na południowy zachód. To, co po sobie zostawił, to cztery wgniecenia w gruncie w miejscach, gdzie stały nogi, przypalone zarośla oraz mniejsze ślady. Wszystko to sfotografowano i zmierzono tego samego dnia, zanim przybyła prasa. J. Allen Hynek, który kierował projektem Blue Book, nazwał Zamorę najlepszym świadkiem, jakiego spotkał, a sprawę zamknięto jako niewyjaśnioną – była jedną z bardzo niewielu takich w aktach projektu.
Światła z Lubbock
Wieczorem 25 sierpnia 1951 roku trzej profesorowie z Texas Tech siedzieli w ogrodzie w Lubbock, gdy nad ich głowami przeszedł bezszelestnie półokrąg niebieskawych świateł. W następnych tygodniach formacja powracała dziesiątki razy, a student, Carl Hart Jr, sfotografował ją – pięć kadrów obiegło cały kraj. Projekt Blue Book zadał sobie trud zbadania negatywów, nie dopatrzył się śladów fałszerstwa i zaproponował proste wyjaśnienie: siewki lecące w formacji i oświetlone od dołu przez nowe miejskie lampy rtęciowe. Profesorowie protestowali, twierdzili bowiem, że widzieli tę formację, zanim jeszcze zamontowano oświetlenie. Sporu nigdy nie rozstrzygnięto, a zdjęcia Harta pozostają jednymi z najczęściej powielanych w tej dziedzinie.
Levelland i zgasłe silniki
W nocy z 2 na 3 listopada 1957 roku w ciągu zaledwie kilku godzin piętnaście osób zadzwoniło na policję w tym teksańskim miasteczku, wszystkie z identyczną relacją: na drodze przed nimi osiadł świecący obiekt, silnik ich pojazdu zgasł, a reflektory zgasły, gdy zaś obiekt się uniósł, silnik samoczynnie zapalił na nowo. Dzwonili niezależnie od siebie, z różnych miejsc wokół miasteczka, a dwoma z nich byli szeryf i policjant z patrolu. Projekt Blue Book Sił Powietrznych USA zamknął sprawę w dwa dni, przypisując zdarzenie piorunowi kulistemu podczas burzy; tymczasem raporty pogodowe z tej nocy nie odnotowały żadnej burzy. Levelland zapisało się w literaturze jako najbardziej skondensowany przypadek z kategorii „zakłóceń w pracy pojazdów” – epizod, w którym kluczowy jest nie kształt obiektu, lecz to, co stało się z silnikami.
Aurora i Grób Pilota
17 kwietnia 1897 roku gazeta z Dallas opublikowała krótką wzmiankę: sterowiec przeleciał nad teksańskim miasteczkiem Aurora o świcie, zahaczył o wiatrak sędziego Proctora, eksplodował — a w wraku znaleziono ciało pilota, „niebędącego mieszkańcem tego świata”. Pilot, jak podawała notatka, został pochowany na miejskim cmentarzu. Informacja ta pojawiła się w samym rozdziale ogólnokrajowej fali „tajemniczych sterowców” z lat 1896–1897, jeszcze przed narodzinami lotnictwa. Jej autor, S. E. Haydon, był lokalnym korespondentem, a miasto umierało: linia kolejowa omijała je, a wołek zbożowy zniszczył uprawy bawełny. Najbardziej przekonującą interpretacją jest to, że artykuł ten stanowił chwyt reklamowy wymyślony dla ratowania umierającego miasteczka. Grobu szukano niejednokrotnie. Teksas Komisja Historyczna (Texas Historical Commission) umieściła na cmentarzu tablicę upamiętniającą tę historię; prowadzenie wykopów jest zabronione.
Światła nad Phoenix
Wieczorem 13 marca 1997 roku linia świateł przesunęła się nad Arizoną. Zobaczyły ją tysiące ludzi na odcinku prawie pięciuset kilometrów, od Nevady po granicę z Meksykiem. Niemal każda relacja jest zgodna: pięć lub siedem świateł w stałej formacji, poruszających się powoli i bezdźwięcznie, a między nimi ciemna masa, która zasłaniała gwiazdy. Wojsko przypisało to racom zrzuconym nad poligonem Barry'ego Goldwatera, co pasuje do późniejszej pory wieczoru. Nie pasuje jednak do części pierwszej, około godziny dwudziestej trzydziestej: formacja przebyła drogę nad miastem dużo wcześniej niż zaplanowane ćwiczenia. Urzędujący wówczas gubernator, Fife Symington, wyśmiał tę historię na konferencji prasowej. Dziesięć lat później przyznał, że sam widział ten obiekt i nie potrafił go zidentyfikować.
Kecksburg i żołądź w lesie
9 grudnia 1965 roku jasna kula ognia przesłoniła kilka stanów, a w lesie na obrzeżach tej pensylwańskiej wioski – jak twierdzili jej mieszkańcy – coś spadło. Świadkowie opisali obiekt wielkości samochodu, w kształcie żołędzia, z pasem znaków wokół podstawy. Do wieczora wojsko odgrodziło las; do rana ogłoszono, że niczego nie znaleziono. Oficjalną odpowiedzią jest meteor, a astronomowie rzeczywiście śledzili tę kulę ognię z Ontario do Pensylwanii. Meteor nie wyjaśnia jednak kordonu sanitarnego. W 2005 roku NASA przyznała, że jej akta dotyczące tego incydentu zaginęły. Replika żołędzia stoi w wiosce od lat 90. – została postawiona na potrzeby programu telewizyjnego i nigdy jej nie usunięto.
Kapustin Jar
Poligon rakietowy w obwodzie astrachańskim, zamknięty od 1946 roku tak szczelnie, że narósł wokół niego ten sam zestaw opowieści co wokół amerykańskiej Strefy 51: zestrzelone maszyny, podziemne hangary, testy nieznanego sprzętu. Część plotek ma oczywiste źródło — naprawdę testowano tu rakiety, a w 1957 roku zdetonowano ładunek jądrowy, i przez lata każdy błysk nad stepem pozostawał bez oficjalnego wyjaśnienia. Poligon nadal działa.